dni do zimowisk!

Odliczanie do wakacji 2018 Odliczanie do wakacji 2018
Aleksandra Skrzecz ze swoim psem

Krótkie słowo o mnie

Cześć!
Nazywam się Ola Skrzecz i jestem zawodniczką Agility. Na szlak psich sportów doprowadziło mnie jeździectwo, którym zajmowałam się przez 11 lat. Startowałam w skokach przez przeszkody do klasy L w zawodach oficjalnych, a w towarzyskich klasy P - 110 cm, pracując w ostatnich latach głównie z młodymi końmi. W 2012 roku dowiedziałam się o agility i zaczęłam zgłębiać tematykę, jeździć po seminariach czy zawodach jako obserwator, żeby w połowie 2014 roku stać się posiadaczką psiego partnera, mojej dzielnej suczki border collie - Rawi. W ten sposób zakończyłam i rozpoczęłam nowy, ale równie szalony etap w swoim życiu.

Od początku miałam okazję uczyć się od doświadczonych, inspirujących szkoleniowców, dzięki czemu łatwiej było mi mierzyć się z trudnościami i przeciwnościami. Wiele zawdzięczam Agnieszce Żabińskiej, reprezentantce Polski na Mistrzostwach Świata Obedience w Godolo i Salzburgu, która wprowadziła mnie w świat posłuszeństwa sportowego – Obedience. Poznałam wtedy mnóstwo ciekawych ćwiczeń i trudnych przypadków, z jakimi pracowała Agnieszka. Stałam się jej asystentką, a potem prowadziłam także niektóre zajęcia z posłuszeństwa, psiego przedszkola czy też sztuczek. Równocześnie współpracowałam z Tomkiem Jakubowskim, trenerem Agility, Obedience, szkoleniowca psów dla niewidomych, a aktualnie również instruktorem Nose working’u. Obie te osoby obdarzyły mnie ogromną dawką wiedzy, wspomagały tak ważne w szkoleniu psów wyczucie i tzw. „timing”. Dzięki nim dostrzegłam, jak ważne są podstawy psiego posłuszeństwa niezależnie od sportu i do czego prowadzą braki oraz zbyt dużo błędów popełnianych na początku współpracy z psem.

Aleksandra Skrzecz - Tor Agility

Co więcej?

Jestem uczestniczką wielu obozów i seminariów prowadzonych przez topowych zawodników agilitowych i obedience’owych zarówno z polski, jak i z zagranicy. Regularnie startuję w zawodach zarówno z Polsce, jak i za granicą, a aktualnie staramy się zdobyć ostatnią „łapkę” do klasy A3, czyli najwyższego wyszkolenia w Agility. Obedience dało mi solidne fundamenty i otworzyło nieznane wcześniej furtki do psiego umysłu, ale sportem, któremu się poświęciłam, jest Agility. Bieganie z psem torków daje mnóstwo satysfakcji. Nauka toru, zapamiętywanie numerków, wyobrażanie sobie linii psa, planowanie zmian, które chcę zrobić w danym miejscu, komend, które powinnam wypowiedzieć w konkretnych miejscach, praca nad emocjami zwierzęcia, ale także i swoimi. To wszystko sprawia, że staję się lepszym człowiekiem, a przede wszystkim sport ten obdarowuje mnie ogromną dawką pozytywnej energii i siły sprawczej. Bezcenna jest wartość sukcesów i porażek. Pomimo radości z sukcesów dużą korzyść przyniosły porażki. Wciąż uczą mnie one panowania nad emocjami i działania pod presją.

Aleksandra Skrzecz z psem - Mazury

A co oprócz szkolenia psów?

Urodziłam się i mieszkam w Warszawie. Jestem studentką Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku Pedagogika, specjalizacja Andragogika, czyli kształcenie dorosłych. Podróżuję od małego, generalnie lubię „życie na walizkach”(z reguły nie ma miesiąca bez jakiegokolwiek wyjazdu) a podróże z użyciem couchsurfingu uważam za świetną inicjatywę. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje sport. Zaczęłam jeździć konno w wieku 6 lat, na nartach w wieku 7 lat, przez rok trenowałam gimnastykę artystyczną i tenis ziemny, a wf’y zawsze były jednymi z ulubionych zajęć w szkole. Od 11 roku życia zaczęły się regularne - 1-2 razy w tygodniu treningi na koniach, a od 12 roku życia w stajni spędzałam średnio 4, 5 albo 6 dni w tygodniu. To wszystko miało chyba istotny wpływ na mój umysł i aktualnie nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Windsurfing, wspinaczka, spływy kajakowe, snowboarding (szczególnie ten freeride’owy), taniec, boks, w zeszłym roku wystartowałam w 6 km biegu z przeszkodami — nocnym Rundmageddonie, ale oprócz szkolenia psów, kilka lat temu pogłębiła się miłość do podróżowania, a potem do rowerów i podróżowania z sakwami i z Rawi po Polsce i Europie. Zajawka ta ewoluowała jednak do tego stopnia, że drugim najważniejszym sportem stało się dla mnie kolarstwo grawitacyjne. Jazda w górach po downhillowych trasach, skakanie hop, przynosi mi ogromną radość. Tego zastrzyku adrenaliny nie da się porównać do niczego innego. To trzeba poczuć. Niełatwo jest mi łączyć te dwa sporty, ale dla chcącego nic trudnego. Jestem zwolenniczką stwierdzenia, że jeśli mamy chęci i odwagę wyjść ze swojej strefy komfortu, a także jesteśmy gotowi na poświęcenia, a czasem i na cierpienie to prawie zawsze znajdzie się sposób na zrealizowanie celu.

Top